20-ty finał WOŚP
 Oceń wpis
   

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy ma już 20 lat. Finał "wielkiej orkiestry" na stałe wszedł do kalendarza imprez masowych. Czy wyobrażacie sobie rok bez finału "wielkiej orkiestry"? Ja sobie tego nie wyobrażam. Tę imprezę można lubić lub nie, ale nie sposób przejść obojętnie :)

Prezydent miasta Szczecin przy licytacji pierwszego przedmiotu

w ramach 20-tego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

Miałam dzisiaj okazję zajrzeć do szczecińskiej Galaxy i rzucić okiem na to co się działo na scenie przygotowanej specjalnie dla celów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pierwszym licytowanym przedmiotem była zielona koszulka, która należała do Pawła Wojciechowskiego z Bydgoszczy. W tej koszulce, w ubiegłym roku w Szczecinie, Paweł ustalił nowy polski rekord skoku o tyczce. Wcześniejszy rekord ustalił w roku 1988 Mirosław Chmara i przez 23 lata nie udało się żadnemu Polakowi tego rekordu poprawić. Nie było o Pawle wprawdzie tak głośno jak o naszym olimpijczyku Władysławie Kozakiewiczu, ale Paweł Wojciechowski prawdopodobnie na długo zajął pierwsze miejsce i na nowego rekordzistę prawdopodobnie trochę poczekamy.

Jeśli już jestem przy rekordach, to podobnie jak w latach ubiegłych, zastanawiam się czy i w tym roku padnie kolejny rekord środków zebranych przez WOŚP. Biorąc pod uwagę że mamy okrągłą rocznicę, a organizatorzy i wolontariusze są bardzo aktywni, myślę że w tym roku WOŚP zbierze więcej niż w roku ubiegłym i tym samym podniesie sobie poprzeczkę na następny rok, za co trzymam kciuki. Przy okazji zawsze mi przez myśl przeleci: "Ciekawe ilu lekarzy wykorzysta nowy sprzęt przekazany przez WOŚP, do odpłatnych badań w ramach prywatnej praktyki lekarskiej?" ...a potem spoglądam na to nieco inaczej dochodząc do wniosku: "Dobrze że jest sprzęt na którym można robić badania".

fot. Katarzyna Pawłowska

Komentarze (0)
O weekendowym "nicnierobieniu" i konsekwencji działania
 Oceń wpis
   

Planowałam weekendowe "nicnierobienie" i trochę mi nie wyszło leniuchowanie. Gdybym miała szukać w czynnikach zewnętrznych, mogła bym powiedzieć, że sprawcą który przeszkodził mi w "nicnierobieniu", była brzoskwiniowa sofa ...ale powodem była moja chęć nabycia przedmiotu który był mi potrzebny i którego zarówno kolor jaki i priorytet były na dalszym miejscu ...a weekend zaczął się całkiem zwyczajnie...

W sobotę wybrałam się na to co ponoć kobiety uwielbiają najbardziej, a za czym ja nie przepadam, na zakupy. Takie tam zwyczajne weekendowe zakupy w markecie. Znacie to, olej do silnika, farba do włosów, szczoteczki do zębów, pasta do butów ...i ciekawe czego tym razem zapomniałam. Ze spożywki: skrzydełka, warzywa i przecier pomidorowy (na pomidorową) ...mąka i jaja na domowy makaron (może i fanaberia, ale ręcznie turlany w lodówce poleży dłużej niż gotowy z paczki) ...karkówka, czosnek, i jeszcze raz jaja, przyprawy, mleko (na kotleciki mielone ...a mleko, bo bułkę w mleku trzeba namoczyć, bo babcia tak robiła i się przyjęło).

Czasami daję się skusić na promocje, zwłaszcza gdy dotyczą owoców i warzyw ...no i tym razem skusiłam się na dynię, a jak dynia to i twaróg (na placki dyniowe z twarogiem, przyprawione kardamonem którego walory odkryłam w Finlandii). A potem powrót do regału z chemią gospodarczą, bo jeszcze płyn do mycia okien ...no okna to już wołały o pomstę do nieba.

Zwykle przy kasie wiem ile zapłacę, bo wrzucając do koszyka "włączam licznik kosztów" ...syndrom księgowej. Tym razem zapomniałam o dodawaniu i przy kasie troszkę się zdziwiłam ...aż musiałam sprawdzić paragon i przeliczyć. No i zgadzało się ...tylko nadal odnoszę wrażenie, że ceny wyprzedzają moją zdolność do aklimatyzacji w takich warunkach.

Po drodze z marketu jeszcze zamek spódnicy i nici do naprawienia zimowego płaszcza, bo materiał się przetarł krótko po "wyjściu" dwuletniej gwarancji ...a nowego nie mam zamiaru kupować. Po drodze do domu weszłam do jeszcze jednego sklepu ...no i wtedy zadzwonił telefon, jakby nie wiedział że kiedy robię zakupy, to nie lubię żeby mi przeszkadzano. Odebrałam i zaraz po powitaniu usłyszałam od cioci: "Chcesz sofę? Znajomi znajomych się wyprowadzają i jest sofa do wzięcia. Trzeba ją sobie tylko odwieść" ...no i od tego telefonu mój weekendowy plan na nicnierobienie rozleciał się w drobny mak, a ja zajęłam się dogadaniem jak i co, oraz załatwieniem transportu. Niby prościzna, bo o transport najłatwiej przy składzie budowlanym.

Myślałam że najtrudniejszym etapem tego przedsięwzięcia będzie wyniesienie sofy z drugiego piętra. Pomyliłam się, bo najtrudniejsze było na końcu ...i w bloku w którym wynajmuję pokój, sofa o jakieś 3 cm nie zmieściła się do windy. Kierowca nie pisał się na to zadanie. Trzeba było załatwić kogoś do wniesienia sofy po schodach ...na szóste piętro w mieście w którym poza pracą prawie nikogo nie znam. Wtedy pękło moje przedsięwzięcie żeby po tygodniu niepalenia nie palić. Poszłam do sklepu, zaczepiłam dwóch miłośników piwa, którzy potrzebowali na drobne wydatki ...i sofa znalazła się na szóstym piętrze ...a panowie chyba od dawna tak ciężko nie pracowali na równowartość dwóch flaszek.

Sofa jako mebel darowany i używany, w pierwszej kolejności przeszła solidne szorowanie ...a kiedy skończyłam, okazało się że jest sobotni wieczór, ręce mi opadają ...i gotowanie odłożyłam na niedzielę. Rano zastanawiałam się nad nowym układem mebli i wtedy górę wzięła zasada konsekwencji ...no bo  jak tu ustawić czyściutką sofę, gdy okna czekają na mycie, firanka na prasowanie, a stara kanapa tkwi w miejscu przeznaczonym dla sofy. No i się zaczęło nadrabianie zaległości. Na koniec weekendu pomidorowa i domowy makaron są gotowe do zabrania na jutro do pracy, kotleciki mielone stygną ...i tylko dynia czeka aż się nią zajmę we wtorek. Okna wreszcie są umyte, na co czekały dwa miesiące ...bo zawsze działka z nimi wygrywała. Firanka powieszona na oknie, a czekała na krześle dwa miesiące na wyprasowanie ...bo tu też działka i remont domu na wsi miały pierwszeństwo. Na zakończenie sofa została ustawiona w try miga, czyli dokładnie w tyle czasu ile zaplanowałam na samo tylko ustawienie sofy, bez tych wszystkich dodatkowych czynności które zdarzyły się po drodze ...mogę odpoczywać :)))

Za tydzień jadę na działkę żeby aktywnie wypocząć przy robieniu tego, co na działce jest niezbędne o tej porze roku ...tym razem bez zaplanowanego nicnierobienia :))

Komentarze (1)
Polska przejezdna inaczej
 Oceń wpis
   

Miniony weekend spędziłam na wsi, ale żeby wydostać się samochodem z Łodzi w sobotnie przedpołudnie, pokonywałam w ślimaczym tempie średnio 20 km na godzinę, odcinek z centrum Łodzi aż za Zgierz. Na krajowej 1-ce kilkanaście km przed Łęczycą nieco przyspieszyłam do zawrotnej prędkości około 50 km/h. Potem prześlimaczyłam się samochodem przez Łęczycę "jedynka-dwójka-stop-jedynka-dwójka-stop-jedynka-dwójka..." i cieszyłam się gdy tuż za Łęczycą skręcałam w kierunku Kłodawy.

Ślimak ostrożnie spaceruje po ostrożniu

W okolicach Kłodawy napotkałam jakiś nowy zwyczaj drogowy, bo zamiast załatać dziury, ustawiono znaki ograniczeń do 40 km/h, chociaż nie bardzo wiem po co, bo po takich wybojach jazda 40-tką była by co najmniej ryzykowna. Przed Kleczewem droga znacznie lepsza, to można się było rozpędzić aż do kolejnego znaku ograniczenia. Po drodze miałam czas żeby nacieszyć oczy widokami. Oznakowania też niczego sobie, bo w dwóch miejscach jadąc zgodnie z kierunkowskazami, wyjechałam nie tam gdzie trzeba, dzięki czemu za Gąsawą objechałam jezioro i rzuciłam okiem na skansen kolejki wąskotorowej w Wenecji Pałuckiej. Raptem 220 km udało mi się pokonać w około 4 i pół godziny. Całkiem nieźle jak na wypoczynkowy weekendowy wyjazd. Nie należę do osób które się spieszą, ale po Czechach, Słowacji, Finlandii i Estonii jeździ się znacznie płynniej i czas jazdy jest krótszy.

Droga powrotna w niedzielę przebiegała podobnie, tyle że w strugach deszczu. Woda zakrywała kałuże, stąd od czasu do czasu wpadałam w kolejne dziury zastanawiając się, czy nie zgubię zawieszenia po drodze. Dojazd z Łęczycy do Łodzi późnym wieczorem znów w ślimaczym tempie i powoli sunącym korku samochodów. Planowałam wrócić do domu przed godziną 22-gą, ale nie przewidziałam korków, które w wąskim gardle dojazdowym do Łodzi, pochłonęły mi dodatkową godzinę.

Czy doczekamy się kiedyś dróg europejskich, po których jazda będzie przyjemnością, a nie tylko przykrą koniecznością? Pewnie tak, ale wtedy przyjdzie nam co 50 km zatrzymywać się, żeby stać w kolejce do bramki z opłatami za przejazd.

Swoją drogą, gdyby uwzględnić raport o stanie polskich dróg i zamknąć odcinki o wątpliwej przydatności do jazdy, pozostało by nam w mieszkaniu przesiąść się na fotel obok i jeździć najwyżej palcem po mapie, a tak weekendowy wypoczynek się udał i można pracować ...a już w najbliższy piątek zaczynamy długi weekend.

Komentarze (2)
Wydatki na ucznia w szkole ponadgimnazjalnej
 Oceń wpis
   

Wybierając szkołę ponadgimnazjalną, absolwenci gimnazjów nie liczą kosztów. Rodzice zazwyczaj szacują miesięczne wydatki całościowo na całą rodzinę. To ile kosztuje miesięczne i roczne utrzymanie  nastolatka w szkole ponadgimnazjalnej, zależy w dużej mierze od wyboru lokalizacji szkoły.

Przyznam, że kiedy mój syn wybrał wymarzoną szkołę średnią poza miejscem zamieszkania, szacowałam wydatki dzieląc je na kilka kategorii: wyposażenie w podręczniki i pomoce naukowe, odzież, obuwie i obowiązkowe  umundurowanie, opłaty za internat, dojazdy z domu do internatu, zajęcia dodatkowe, comiesięczne wydatki szkolne oraz kieszonkowe. Przed rozpoczęciem ubiegłego roku szkolnego założyłam orientacyjny budżet 1 000 zł miesięcznie na utrzymanie syna, sądząc że jest w tej kwocie niewielki zapas ...i ani razu w ustalonym budżecie się nie zmieściłam.

Pierwszy rok szkoły ponadgimnazjalnej mój syn ma już za sobą i korzysta z zasłużonych wakacji, a ja szacuję wydatki na przyszły rok szkolny w oparciu o rok ubiegły ale z uwzględnieneim wzrostu cen.

Na wyposażenie w podręczniki zaplanowałam w ubiegłym roku 500 zł, zakładając że częśc z nich będzie zakupiona od starszego rocznika już po rozpoczęciu roku szkolnego. W szkołach technicznych program z zakresu przedmiotów specjalistycznych zmienia się znacznie rzadziej niż z przedmiotów ogólnokształcących. Częśc podręczników syn odkupił za symboliczne kwoty od 5 do 10 zł za egzemlarz. Kilka wypożyczył ze szkolnej biblioteki na cały rok. Jedynie zbiory zadań i podręczniki do nauki języków obcych zakupił nowe. Łączne wydatki na podręczniki nie przekroczyły kwoty 400 zł. Zakup przyborów i pomocy naukowych zamknął się w kwocie około 100 zł. Za zaplanowene 500 zł na same podręczniki, zakupilismy zarówno podręczniki, jak i zeszyty oraz standardowe wyposażenie. (W porównaniu do III klasy gimnazjum, wyszło o około 300 zł mnniej).

Na sam dojazd z Łodzi na pierwsze spotkanie w szkole, podczas którego odbyły się obowiązkowe pomiary do mundurów, wydaliśmy około 200 zł na same bilety w obie strony dla 2 osób. Obowiązkowe umundurowanie szyte "na miarę" na początku wakacji, kosztowało 320 zł plus 270 zł za zimową kurtkę do umundurowania ...ale późniejsze wydatki na odzież "cywilną" w trakcie roku szkolnego były niższe niż w gimnazjum. W trakcie wakacji okazało się, że potrzebna będzie wymiana części odzieży, bo każdy kto ma dzieci wie, że odzież jest dobra przez jakiś czas ...i nagle okazuje się, że większośc jest za mała. Uzupełnienie kosztowało około 400 zł i rozłożyłam je w czasie na dwa miesiące. Kurtkę jesienną wraz z bluzą w komlecie kupiłam podczas pobytu w Pradze za około 350 zł w przeliczeniu na złotówki. Na obuwie wyjściowe do munduru  przeznaczyliśmy 200 zł i kolejne 200 zł na porządne obuwie sportowe ze skóry, do codziennego użytku. Do tego 150 zł łącznie na obuwie do WF i strój do zajęc na basenie. Kombinezon i specjalistyczne obuwie na zajęcia praktyczne zakupione w hurtowni, zmieściły się w kwocie 200 zł. Na komitet rodzicielski i ubezpieczenie: 100 zł. Do tego doładowanie do komórki oraz kosmetyki "na start" w internacie. Całośc przygotowań do rozpoczęcia roku szkolnego (nie licząc podręczników, zeszytów itp.) wyniosła około 2 500 zł.

Łączne wydatki jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego wyniosły nas około 3 000 zł.

Każdego miesiąca wydatkiem stałym były opłaty za pobyt i wyżywienie w internacie i zwykle kształtowały się około 400 zł. Miesięczne dojazdy z domu do internatu (460 km) w zależności od liczby weekendów w miesiącu i aktualnego rozkładu jazdy, kształtowały się na poziomie 300 - 400 zł. Przejazdy komunikacją miejską w miejscu nauki: ok. 50 zł miesięcznie. Zajęcia pozaszkolne 120 zł miesięcznie. Doładowanie do telefonu: 25 - 50 zł. Kieszonkowe: 200 zł miesięcznie. Łączne wydatki stałe wyniosły około 1 100 - 1 200 zł miesięcznie ...należy ując w podsumowaniu to co zwykle uczeń dostaje do internatu i dodac conajmniej około 50 zł przy każdym wyjeździe z domu, co daje ok. 200 zł miesięcznie :)

Podsumowując 10 miesięcy nakładów wraz z przygotowaniami do rozpoczęcia nauki, na ubiegły rok szkolny wydaliśmy około 17 000 zł. Należy oczekiwac, że nakłady na przyszły rok szkolny będą wyższe.

Dla porównania:

Koszty utrzymania studenta są odpowiednio wyższe praktycznie o nakłady na wynajęcie pokoju ...zakładając że student nie imprezuje, wydatki na każdy rok akademicki będą kształtowały się na poziomie około 20 000 zł (w okresie 9 miesięcy roku akademickiego) ...plus wysokośc czesnego za studia.

Koszty przeciętnego utrzymania ucznia w roku szkolnym (10 miesięcy), w szkole ponadgimnazjalnej oddalonej od domu o około 15 minut piechotą, będą wynosiły około 7 000 - 10 000 zł.

Aby oszacowac wydatki na utrzymanie nastolatka przez cały rok kalendarzowy, należy dodac wydatki ponoszone na utrzymanie i wypoczynek w okresie wakacji letnich.

Komentarze (2)
Podsumowanie studiów MBA IT w Łodzi
 Oceń wpis
   

Kiedy mniej więcej dwa lata temu zaczęłam rozważac możliwośc przystąpienia do studiów MBA, pod uwagę nie brałam Politechniki Łódzkiej, ale Politechnikę Lubelską, gdzie w zależności od posiadanego wykształcenia, studia MBA odbywają się jednostopniowo (rok) lub dwustopniowo (dwa lata). W tamtym czasie, MBA na Politechnice Lubelskiej miały dobrą opinię i były najtańszymi jakie znalazłam w Polsce. Porównywalne studia w Szczecinie kosztowały mniej więcej jeszcze raz tyle, i biorąc pod uwagę opis oferty, w moim odczuciu były porównywalne merytorycznie. 

Na ofertę Politechniki Łódzkiej trafiłam na początku ubiegłego roku, całkiem przypadkiem, podczas poszukiwania w internecie informacji na temat różnych kierunków studiów podyplomowych, dofinansowanych z funduszy europejskich, w ramach programu "Kapitał Ludzki". Moje zainteresowanie zbiegło się z poszukiwaniem pracy "bardziej na północny- zachód" od Lublina. Planowałm wtedy zmianę pracy i lokalizacji, żeby pogodzic mające nastąpic od września ub. roku zmiany w życiu rodzinnym i uniknąc kilkunastogodzinnych podróży w odstępach dwutygodniowych. Moim celem miał byc Szczecin, ale poza ofertami pracy ze Szczecina, odpowiedziałam na bardzo dobrą ofertę z Łodzi. Postanowiłam wykorzystac ten bardzo pomyśny zbieg okoliczności i maksymalnie wykorzystac mój pobyt w mieście, w którym przed przyjazdem nikogo nie znałam. 

Od przyjazdu do Łodzi czekałam ponad 3 miesiące na uruchomienie kolejnej edycji studiów MBA na Politechnice, która przesuwana była z miesiąca na miesiąc. W międzyczasie zapisałam się na refundowany kurs rachunkowości II stopnia, który miał rozpocząc się w styczniu 2011r. i szlifowałam moje umiejętności w nowej pracy. Kiedy prawie straciłam nadzieję, kolejna edycja studiów została uruchomiona i od tej pory czas stał się dla mnie pojęciem względnym ...jesień, zima i wiosna upłynęły bardzo szybko.

Politechnika Łódzka - "Budynek Trzech Wydziałów"
Edycja studiów MBA Innovative Technologies na Politechnice Łódzkiej, w której uczetniczyłam od ubiegłego roku, dobiegła właśnie końca. Program studiów był bardzo intensywny i obejmował 350 godzin realizowanych od listopada 2010 do końca czerwca 2011. Studia obejmowały dwa piony skupiające przedmioty o różnym poziomie zaawansowania: finansowo-zarządcze oraz techniczne. Zajęcia odbywały się niemal weekend w weekend i obejmowały bardzo szeroki zakres materiału, co w połączeniu z intensywną pracą zawodową i dodatkowym kursem rachunkowości kontynuowanym równolegle po godzinach pracy, było dla mnie dużym wysiłkiem, ale dało ogromną satysfakcję że dałam radę wszystko pogodzic.

Pomijając zmęczenie i inne niedogodności związane z łączeniem wielu obowiązków na raz, zarówno tok studiów jak i omawiany materiał oceniam bardzo dobrze i gdybym stanęła przed ponownym wyborem, zdecydowała bym się na uczestnictwo bez tego zawahania, które towarzyszyło mi w ubiegłym roku.

W początkowej fazie studiów, głównie podczas przerw zajęciowych, zastanawialiśmy się do czego nam w obecnej lub przyszłej pracy przyda się ten czy inny przedmiot techniczny. Przedmioty takie jak: "Zaawansowana mechanika płynów do różnych zastosowań",  "Układy ze sterownikami programowalnymi PLC" czy "Wprowadzenie do technologii światłowodowej", na początku wzbudzały spore dyskusje, czy ekonomistom i menedżerom zakres omawianego materiału będzie do czegokolwiek przydatny. Szybko okazało się, że wiedza o procesach technologicznych jest nie tylko bardzo przydatna, ale często jest niezbędna do podjęcia właściwej decyzji, a tym samym idzie w parze z finansami i zarządzaniem.

Na przedmiotach pionu technicznego zdecydowanie łatwiej było uczestnikom po studiach technicznych, pracującym w dużych zakładach zajmujących się szerokopojętą  produkcją i usługami. Pion finansowo-zarządczy wszyscy odbieraliśmy jako obowiązkowy i tutaj nie było dyskusji. Poza zajęciami spędzałam kilka godzin tygodniowo żeby przygotowac się na kolejne zajęcia lub zgłębic zagadnienie, które mnie zaintrygowało.

Jeśli porównam moje oczekiwania sprzed rozpoczecia studiów, do moich późniejszych doswiadczeń, to przeszły one moje oczekiwania i poza wiedzą fachową dodały mi trochę dodatkowej wiary we własne możliwości w tych dziedzinach, które z różnych względów uważałam za "kulejące". Swiadomości mocnych i słabych stron nie postrzegam w ich ustanawianiu, ale w podejmowaniu prób robienia kolejnego kroku.

Zapewne zawiedzeni poczują się czytelnicy, którzy oczekiwali że podam tutaj: nazwiska wykładowców, nazwy certyfikatów zagranicznycznych uczelni które były współuczestnikami naszej edycji, rozkłady wyników egzaminów dla grupy oraz że będę rozpościerac świetlane wizje możliwości jakie dają studia MBA Innovative Technologies ...pod tym względem nie ma watpliwości: Politechnika Łódzka jest w czołówce polskich uczelni technicznych, ale żeby to sprawdzic, trzeba pofatygowac się osobiście. Polecam :)

fot. Katarzyna Pawłowska

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Katarzyna Pawłowska
"Nie jest ważne by znać doskonale jakiś język. Ważne jest by znać kilka języków na tyle, żeby się z ludźmi dogadać"

 

                                             fotoblog

Najnowsze komentarze
2011-11-07 08:07
pieniadze:
O weekendowym "nicnierobieniu" i konsekwencji działania
Czas nic nierobienia ja przeznaczam na myślenie - czyli cośrobienie :)
2011-10-22 18:09
infolinka:
Polska przejezdna inaczej
Witam serdecznie :))) Ostatnio byłam bardzo zajęta. Ruszyłam remont domu i weekendy spędzałam[...]
2011-10-10 18:51
Kredyty!!!:
Polska przejezdna inaczej
Już ta tak dawno wpisu żadnego nie było u Pani :( Zawsze lubiłem poczytać w wolnej chwili...
2011-09-30 13:22
dziecko PRLu:
Brak zadania domowego! ...Niedostateczny
mieszkam na wsi, 30 km od miasta, aby dojechac na 8:00 do liceum, musialam wstac o 5 (mialam[...]